Menu

Steppenwolf's Diary

Zbiór moich przemyśleń, psychoterapia przez pisanie.

Jak zmienić swoje życie?

wolf1982

William James, amerykański filozof i prekursor psychologii napisał kiedyś, że różnica między osobą, która potrafi efektywnie pracować przez 8-10h dziennie, uprawiać regularnie sport, utrzymywać dietę, prowadzić regularny tryb życia, a osobą, która nie potrafi wstać rano do pracy, ciągle się spóźnia, po godzinie pracy jest zmęczona, leży nie w dyscyplinie albo talencie, ale leży tylko i wyłącznie w nawyku, który ta pierwsza osoba była w stanie skutecznie w sobie wyrobić.

Niektórzy ludzie pochodzą z domów w których dobre nawyki, począwszy od zmywania po sobie, a skończywszy na regularnym uczeniu się, są im wpajane od dzieciństwa. Wpajanie nie ma nic wspólnego ze zmuszaniem, choć pewna doza zmuszania jest konieczna w procesie socjalizacji. Nie w tym jednak rzecz by kogoś zmusić do zrobienia czegoś wbrew jego własnej woli, ale rzecz w tym, żeby robienie pewnych rzeczy stało się dla nas naturalne i bezbolesne. Ktoś kto ma dobry nawyk, powiedzmy zmywania po sobie, albo słania łóżka, nie narzeka codziennie, że musi to robić, on nawet nie myśli o tym, robi to automatycznie, tak jak po pewnym czasie nie myśli się już o zmianie biegów w samochodzie. 

Każdy człowiek zdolny jest do wyrobienia w sobie dobrych nawyków, ale umysł osoby dorosłej jest mniej plastyczny niż umysł dziecka, jako dorośli potrafimy również wymyślić więcej racjonalizacji by czegoś nie robić. Proces formowania dobrego nawyku u osoby dorosłej trwa dłużej i wymaga więcej samozaparcia, ale silna wola jest potrzebna tylko na początku, wraz z upływem czasu i pod warunkiem, że wykonujemy jakąś czynność z żelazną regularnością, dana czynność przysparza nam coraz mniej problemów, przestajemy o niej myśleć jak o jarzmie i zaczynamy dostrzegać plusy jej wykonywania. 

Niech za przykład posłuży moja nauka pływania, bałem się wody, nienawidziłem treningów na basenie, za każdym razem gdy szedłem na basen czułem strach, miałem jednak wyraźny cel, chciałem się nauczyć pływać, ponieważ pływanie było dobrym sposobem na odciążenie mojego kręgosłupa. W tych zmaganiach nie byłem sam, miałem trenera, więc musiałem chodzić na zajęcia. Po pewnym czasie polubiłem pływanie, przestałem się bać wody, z radością myślałem o każdym następnym treningu. Jak mi się to udało osiągnąć?

>> postaw sobie wyraźny cel, zastanów się dlaczego chcesz coś robić, jakie są plusy z tego, że podejmujesz jakieś działanie;

>> bądź regularny, słomiany zapał wypali się bardzo szybko, nie chodzi o intensywność na samym początku, ale o konsekwencję, by nawyk się utrwalił musisz powtarzać daną czynność do znudzenia, jeśli są to treningi, to chodź na nie regularnie, nieważne czy jesteś chory albo zmęczony, nie możesz odpuszczać, szczególnie na początku;

>> znajdź sobie kogoś, kto Ci pomoże, wymusi na tobie samodyscyplinę, taką osobą jest np. trener, najlepiej jeszcze gdy płacisz za zajęcia;

>> powiedz wszystkim wokoło, że podejmujesz określone działania, jeśli skrewisz, będzie Ci głupio przed innymi ludźmi, co stanowi twoją dodatkową motywację;

 

Wracając do William Jamesa, każdy człowiek może wejść na "wyższy poziom energetyczny", jeśli dziś mimo tego, że jesteś zdrowy, męczysz się uprawiając sport, zmywając, utrzymując dietę, to zmęczenie wynika tylko z tego, że twój organizm jeszcze nie przystosował się do większego wysiłku, musisz go do tego zmusić. Po pewnym czasie sam będziesz zaskoczony tym jak szybko Ci poszło, tym, że nie jesteś już zmęczony wchodząc po schodach, albo ćwicząc na siłowni, będziesz w stanie robić więcej rzeczy w ciągu dnia, będąc wciąż wypoczętym i pełnym energii. 

Mam problem z dietą, nie powinienem jeść cukru, ale każda następna próba zmiany mojego stylu życia kończy się po kilku dniach, albo tygodniu niepohamowanym festiwalem obżarstwa. Mój organizm nie potrzebuje słodyczy, żeby dobrze funkcjonować, zastanawiam się, co jest ze mną nie tak, że zjadając pyszny wartościowy obiad po którym dosłownie każdy czułby się najedzony ja czuję głód. Wiem, że nie wynika to z żadnych chorób, bo już to sprawdziłem, wynika to tylko z tego, że mój organizm nauczył się, że tylko cukier może zaspokoić głód. Zawsze dziwię się ludziom, którzy mają w domu coca-colę, albo słodycze schowane "na później" ja nigdy nie miałem żadnych słodyczy schowanych na później, zjadałem wszystko od razu. 

Zatem, jeśli kiedyś nie potrzebowałem słodyczy by czuć się dobrze to dlaczego potrzebuję ich teraz, niestety cukier uzależnia tak samo jak alkohol, albo nikotyna, to nasz lek na złe samopoczucie, kompulsywne zjadanie cukru to nałóg. By utrzymać dietę powinniśmy zastosować ten sam schemat działania jak przy regularnym uprawianiu sportu, zmywaniu, albo nauce. Musimy być konsekwentni, porzucić cukier całkowicie, rozpowiedzieć wokoło, że już cukru nie jemy, trzymać żelazną dyscyplinę i nagle okaże się, że nasze ciało zaczyna się odzwyczajać od potrzeby spożywania cukru i picia coca-coli. Nie jest to proste, to ciężka droga, ale w miarę upływających dni coraz łatwiejsza. 

Wraz z kształtowaniem się nowego nawyku dodatkową motywacją dla nas będą pozytywne skutki płynące z porzucenia słodyczy, lepszy nastrój, brak ataków wilczego apetytu, lepsza figura, duma z tego, że udało się nam osiągnąć swój cel, duma  tego, że to my jesteśmy panami swojego życia, a nie jakaś używka. 

Musimy też ciągle mieć się na baczności, ponieważ nasz umysł będzie nam podsuwał różne powody dla których warto, złamać naszą dyscyplinę, będzie nas przekonywał, że w końcu jesteśmy tacy zmęczeni, że nie możemy iść poćwiczyć, że jesteśmy tak głodni, że tylko czekolada zaspokoi nasz apetyt. W naszej drodze musimy odrzucać te wszystkie pokusy, nie możemy też testować swojej woli. Jeśli nie chcemy jeść cukru to nie chodzimy do cukierni, nie patrzymy na te wszystkie piękne ciastka. Musimy też zadbać o to, żeby nasz mózg zajął się czymś innym, niż rozmyślanie o cudownej czekoladzie, musimy poszukać źródła endorfin gdzie indziej. Takim źródłem zastępczym jest na przykład sport, spotkania z przyjaciółmi, itp. wszelkie zdrowe metody dzięki którym poczujemy się lepiej. 

Musimy unikać sytuacji w których nie jemy przez więcej niż cztery godziny, głód sprawi, że staniemy się bardziej podatni na sięgnięcie po batonika, zatem musimy jeść regularnie, mniejsze porcje jedzenia. Nie możemy słodyczy zastąpić pizzą, McDonalds'em, naleśnikami, pierogami, etc., nie możemy zamiast słodyczy spożywać ton węglowodanów. Taka dieta nie jest żadną dietą, bo węglowodany dostarczane w słodyczach zamienimy na węglowodany dostarczane w śmieciowym jedzeniu. 

Nikt nigdy nie stał się lepszy przez rozmyślanie o tym jak pięknie będzie w przyszłości, jak za kilka miesięcy albo lat w końcu zdobędzie się na odwagę i postanowi zmienić swoje życie, ale jeszcze nie dziś, może jutro, ale nie dziś. Takie rozmyślania to tylko kolejna racjonalizacja by nie podejmować wysiłku. Człowiek naturalnie preferuje szybkie gratyfikacje kosztem tych oddalonych w czasie. W pewnym eksperymencie zaproponowano grupie osób 100 zł od ręki, albo 300 zł za trzy miesiące. Okazało się, że 90% ludzi biorących udział w badaniu wybrało 100 zł od ręki. Nikt nie chce czekać na pozytywne efekty swoich działań jeśli są rozłożone w czasie. Wolimy dostać nagrodę natychmiast, niż czekać na nią trochę dłużej, nawet jeśli dłuższe czekanie nie wiąże się z koniecznością podejmowania jakiś wyrzeczeń. 

Nie wierzymy w nasz sukces ponieważ sami chcemy tkwić w niedobrej dla nas sytuacji, ponieważ tkwienie w takiej sytuacji jest dla nas prostsze niż próba wyjścia z niej. Człowiek zmienia swoje postępowanie dopiero w momencie gdy uzna, że jego dotychczasowe życie tak bardzo mu się nie podoba, że musi coś z nim zrobić. Mechanizm działania jest dokładnie taki sam jak przy ciężkich uzależnieniach do alkoholu albo narkotyków, człowiek porzuca nałóg gdy jest już na dnie. Pytanie tylko, czy warto czekać ze zmianą swojego życia i odkładać ją na "święte nigdy", mamy mało czasu na tej planecie, wierzę, że celem naszego życia jest realizacja naszego wewnętrznego potencjału jakikolwiek by on nie był. 

Każdy z nas ma w sobie wielką siłę, nawet nie zdajemy sobie sprawę z tego jak wielką, każdy ma również jakiś potencjał. Powiedzmy, że ktoś jest bardzo muzykalny, ma talent do gry na skrzypcach, ale nudzą go długie ćwiczenia, zamiast tego woli chodzić do pubów i pić z kolegami. Ktoś inny potrafi dobrze pisać, ale nie chce mu się spędzać kilku godzin po pracy na pisaniu, ktoś jeszcze inny ma możliwość awansu, ale wiąże się to z koniecznością nauki nowych rzeczy. Możemy poprzestać na tym co mamy teraz, tkwić w sytuacji, co do której sami siebie przekonujemy, że jest bez wyjścia, wmawiać sobie, że jesteśmy słabi, że nie mamy talentu, że gdyby tylko nasz dom rodzinny był inny, albo sytuacja zewnętrzna lepsza to wówczas osiągnęlibyśmy swoje cele.

Problem w tym, że boimy się porażki, nie chce nam się podejmować wysiłku, skoro w końcu nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie, sami siebie skazujemy na życie w więzieniu naszych własnych myśli. Oczywiście może nam się nie udać, kto wie, może jutro wpadniemy pod samochód, ale takie po prostu jest życie, nie mamy innego. Nie możemy obarczać winą za nasze niepowodzenia świata zewnętrznego.

Czy naprawdę myślimy, że wielcy ludzie, którzy zmienili świat, osiągneli swoje cele bo dostali od życia wszystko to czego nam życie poskąpiło? Ci ludzie odnieśli sukces nie dlatego, że życie dało im wszystkie potrzebne siły i środki do osiągnięcia sukcesu, oni zdobyli świat bo życie nic im nie dało. To przezwyciężanie przeszkód jakie napotkali na swojej drodze, uczyniło z nich ludzi, których dziś podziwiamy. 

Na sam koniec rzućcie okiem na ten komiks, to prawdziwa historia, niech doda mi i wam otuchy i siły do zmiany swojego życia: http://theoatmeal.com/comics/plane

© Steppenwolf's Diary
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci